O KRÓLEWICZU NIESPODZIANYM.

KONIEC BAJKI



— — — ...Pójdź! Odprowadzę cię do bram. Psy złe targają się tam na łańcuchach i straże mogłyby cię zatrzymać grodowe.

Noc modra zapada dziś tak wcześnie...

Koniec tobie, dniu krótki, jesienny!

Koniec tobie, o bajko ty nasza!

Zapalę kaganek, bo strome i ciemne są stopnie schodów w dworzyszczu...

Taki pusty i przestronny jest mój gród, a niema w nim miejsca na ciebie, o ty chłopię urodne, żegnane!

Królewiczu, Niespodziany królewiczu mój!

I pająk i świerszcz mają tu przytułek bezpieT czny i ptaki ładzą sobie gniazda na podstrzesiu, a ty iść musisz, o gościu mój wdzięczny, pacholę ty, wysmukłe, cudowne!

Owiń się płaszczem i pójdźmy już. Nie, nie, zaczekaj jeszcze chwilę. Połóż usta tu, na tym pąku różanym. Skoro się kwiatem odemknie jutro, będę mniemała, że to pocałunek twój kwitnie i płonie w komnacie mojej samotnej. Tak.

Widziałeś dreszcz, który przemknął po liściach krzewu?

Niewiem skąd przyszedłeś, nie pytam gdzie idziesz, pamiętam tylko, że za chwilę nie będzie cię już ze mną i w mrok odejdziesz bez powrotu.

Ostrożnie stąpaj po stopniach, powoli! Jasno jeszcze na polu a my tu kagankiem świecić już musimy.

Cudowna, królewiczu, jest twarz twoja chłopięca w tym blasku płochliwym. Jesteś, jako sen na murach więzień ciemnych majaczący, jako widzenie pogody i słońca w podziemiu.

Gdybym ja mogła zapamiętać ten uśmiech twój kwietny, wchłonąć go w siebie, jak zapach, jak błysk. Ten twój dziecinnie beztroski a tak młodzieńczo zwycięski śmiech! Przesączyć nim istotę swoją, jak słońcem, żeby aż dusza moja własna tym śmiechem się twoim rozśmiała!

Otruta, zsępiona, samotna dusza moja!

Gdybym ja ciebie zapamiętać mogła! Jednego rysu lic twoich nie zagubić we wspomnieniu, jednego mgnienia myśli lecącej przez białość twego czoła, przez orli zarys twoich brwi!

O gdybyś, jakim jesteś, przetrwał aż do końca !(

I coś ty jest w życiu mojem, o chłopię ty królewskie, cudowne? Powiedz, co znaczy zjawa twoja przedemną, skoro odejść musisz, skoro ja sama ciemnymi krużganki mojego grodziska na przestrzeń cię wiodę niebieską, byś szedł a nie wracał więcej? Ja sama...

Niespodzianka oto jesteś i bajka, niespodzianka a radość a czar!

Zycie jesteś samo, co śmiejące, młode, zuchwałe, o prawa swoje wzgardzone upomnieć się przyszło podstępem!

Niewiesz-że, jako sady już puste i zboża zwiezione do stodół? Jako liść sypie się martwy po lasach i ziemia w sen zimowy zapada?

Późno, zapóźno, chłodno...

Nie było cię czasu lata, gdy sobótki huczały po wyżynach kupalne, na obrzęd słońca-ś radosny nie zdążył, aniś z gromadą taneczną we święto dożynek się zjawił...

A jednak sobie samej niespodzianką jestem i dziwem, odkąd w dziecinną śmiałość oczu twoich poglądam, odkąd śmiech twój zasłyszałam i gwarę, królewiczu!

Albowiem, życie ty jesteś samo, co przyszło, młode, pyszne, urodziwe! Życie jesteś!

Otośmy już w podwórcu. Zgaś kaganek! Widno jeszcze. Nie pójdziem do wrót zamkowych. Szkoda mi cię dla straży i psów na widowisko.

Niechcę aby ktokolwiek patrzył lub szczekał na ciebie, skoro jesteś ze mną.

Królewiczu, Niespodziany królewiczu mój! Widno jeszcze. Z powrotem będę już iść po ciemku. Zupełnie po ciemku iść będę po stopniach znajomych.

O, jakiżeś inny w tej modrości zmroku! Jakby z płomykiem zdmuchniętego kaganka i lic twoich barwa zagasła!

Pobielały od chłodu usta twoje, dojrzały, ściemniały oczy.

Nigdy już nie zobaczę cię we słońcu w dnia letniego rozgorzałe południe, nigdy w świetnej łunie zachodu pacholęca a rycerska uroda twoja nie zabłyśnie mi przed oczyma swoją krasą z bajki!

O chłopię ty królewskie, o pacholę ty, nad miarę cudowne!

Nie czekałam na nikogo ani na nic, gdym się niczego nie spodziewała w życiu zciszonem, tyś

przyszedł...