Bóstwa obnoszone po ulicach miasta,
Smutnookie kobiety królewskie, wdychające woń kwiatów rzecznych,
Chłopięta z sistrami w smukłych palcach; między niemi jest jeden podobny do ciebie. Stoję przed nim długo i patrzę, patrzę aż mi oczy łzami zapłyną. Gorącość łez moich żywych czuję na twarzy umarłej. Wtedy pora wracać do grobowca...
Czy ty płaczesz kiedy Hesramel?
HESRAMEL
Niepamiętam matki mojej, więc dużo płakać musiałem w dzieciństwie! Teraz płaczę śpiewem,
svnowo słońca!
KRÓLOWA
Ale łzami czy płaczesz kiedy, słonemi łzami człowieka?
HESRAMEL (po pauzie).
Raz, kiedy mój stary ojciec pokazał mi Jeruzalem.
Ja urodziłem się już tu, na obczyźnie, w ziemi cudzej, ja ojczyzny swojej nie znałem wcale. Ojciec i dziad czytali mi jeno o niej, z bladych, szeleszczących zwojów pisma, które chowali w skrzynce z porfiru i złota.
Dziad mówił, że Izrael wielki był i potężny i wszystkie narody świata kłaniały się chwale jego. Mówił zawsze, że czasy potęgi jego wrócą, a jam żył w tej wierze i śpiewałem chwałę ojczyzny mojej.
Pamiętam drżący od starości głos dziada, kiedy z długich zwojów czytał słowa jak grzmot potężne i jak błyskawice błyszczące.
Pamiętam jego siwą głowę w blasku świec żółtych, gdy mówił:
— Oźyją umarłe twoje, trupy moje wstaną, gdy rzeczesz: — Ocućcie się, a śpiewajcie mieszkający w prochu!
Kości dziada oddaliśmy ziemi obcej. Nie poszedł spać, jak przodkowie, z oj cy swemi. Wtedy wziął mnie rodzic i powiódł ku ojczyźnie, aby tam umarł.
Pamiętam ów zachód dnia wiosennego, gdyśmy po długiej wędrówce ujrzeli nakoniec miasto.
Słońce gorzało jeszcze na górach i pagórkach, na sadach i winnicach kwietnych, a nad grodem stał już księżyc pełny. Na obliczu uczułem wilgoć rosy wieczornej i zdało mi się, że słyszę głos dziada, gdy mówił:
— Ożyją umarłe twoje, trupy moje wstaną, gdy rzeczesz: — Ocućcie się a śpiewajcie mieszkający w prochu!
Albowiem rosa twoja będzie jako rosa na ziolach.
Wtedy płakałem.
KRÓLOWA
Mocne i tajemnicze są słowa ojców twoich. Zdawało mi się, że dusza twoja uderzyła w skrzydła jako ptak! Czułam na twarzy powiew wielkich skrzydeł.
Arsinoe mówi, że dusza to motyl. Tak ją uczono w Grecyi. Ja wiem, że moja dusza niema skrzydeł żadnych. Twoja może, ale orle chyba.
Ja płaczę tylko nad sobą. Ja mam tylko siebie jedną, cień siebie samej, a i ten pierzcha mi z przed oczu, jak zgasa blask dzienny w pomroce nocy idącej.
A przecie, przecie, o Hathor, nie chciałabym spojrzeć teraz na biały posąg Bereniki, światłem miesięcznem oblany! Nie chciałabym widzieć uśmiechu, który wróży — śmierć...
HESRAMEL (z lękiem).
Smierć wróży? Komu śmierć?
KRÓLOWA
Wszystkiemu...
(Milknie).
Jaka cisza nagła! Weź harfę i śpiewaj! Przypomnij jakąś chwilę przeszłą dawno nad głowami ojców twoich! Śpiewaj, niech mi zapachnie kwiatami twej ziemi, której nie znam, na którą z za łez patrzyły oczy twoje!